OBSESJA PIĘKNA

Co jakiś czas ktoś mnie pyta co czytam, więc podzielę się i tutaj  Może być to dla pań, ale myślę, że i dla panów to będzie ważna pozycja. Przeczytałam ostatnio książkę „Obsesja piękna” Renee Engeln i zamykając ostatnią stronę wiedziałam, że zmieniła moje życie. A może nie zmieniła, a pokazała to, co już dawno wiedziałam? Książka opisuje to, jak dziewczynki od najmłodszych lat starają się być piękne. Jak bardzo o to walczą, aby usłyszeć dwa słowa: jesteś piękna! Od mamy, koleżanki, chłopaka, ojca.

I niestety bardzo często w dzieciństwie ich nie słyszą, a w dorosłości ciągle za to słyszą: nie nadajesz się; Twoja siostra jest lepsza; dlaczego jeszcze nie masz chłopaka?; dlaczego jesteś z takim popaprańcem?; zrób coś z tymi brwiami / włosami / brzuchem; chude to takie; mogłabyś w końcu pójść na siłownię, bo zapuściłaś się; znajdź jakąś super pracę, a nie takie byle co. Można by wymieniać wiele, wiele tych zdań.

Ja sama wielokrotnie dostawałam nimi jak młotkiem po głowie. A każde kolejne powodowało, że łzy wcale nie chciały zatrzymać się w kącikach rzęs. Przepraszałam, że żyję i uwierzyłam, że jestem beznadziejna. We wszystkim. Najbardziej na świecie. Nie potrafiłam czegokolwiek wziąć do ręki, bo byłam zastraszona swoim własnym i cudzym lękiem. Czułam, że nie spełniam jakiś kryteriów. Nie myślałam nad tym, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak kryteria piękna. Są za to kryteria bycia dobrym człowiekiem.

Ja nie byłam wysoka, za to byłam i jestem zbyt wrażliwą, romantyczką z głową w chmurach, aczkolwiek twardo stąpającą po ziemi, więc czasem palnęłam i palnę jakiś żart nie na miejscu, a potem się przez to rumienię i w efekcie wstydzę tego. Świetnie się uczyłam i siedziałam dość cicho, podczas gdy inni wygłaszali mowy na tematy polityki i innych takich bardzo poważnych spraw. Za to dużo czytałam i pisałam, z matmy miałam 4 i ciągle słyszałam, że mam „potencjał”, że spokojnie mogłabym mieć 5. A jak to słowo pada, to zawsze ma się w głowie, że przecież jest się ok, ale jednak ktoś myśli, że stać mnie na więcej, czyli, że taką jaką jestem tu i teraz mnie nie akceptuje… Czyli że powinnam zrobić coś, żeby to się stało. Jak najszybciej! Kosztem siebie oczywiście. Czy to się zmieniło? Trochę tak, a trochę nie.

Minęły lata pracy nad sobą, dawania się komuś oswoić i kogoś oswajać, a proces nadal jest w toku. Ponieważ ja nadal mam w sobie tę małą dziewczynkę, która pragnie być tylko i aż piękną. I nie tylko ja ją mam. Ponieważ spotykając codziennie najbliższe mi kobiety, wiem, że i one pragną to usłyszeć. Wręcz ich oczy krzyczą o to. Tylko jedna osoba może Ci powiedzieć prawdę o pięknie. I tą osobą każdy z nas jest sam. Nikt więcej. Ponieważ dla siebie samej jesteśmy najważniejsze. I dziś, i nie tylko, #jestemwystarczająca. I bardzo chciałabym, żeby ta akcja się szerzyła, bo szczerym serduchem ją wspieram i jest mi cholernie, cholernie bliska. I bardzo byłabym rada, gdyby o naszym pięknie świadczyły takie cechy jak: empatia, wrażliwość, troska o drugiego, czułość, szczerość, uczciwość i pomocna dłoń. I żeby dziewczynki po powrocie z wakacji do szkoły nie czuły się gorsze jeśli mają kilogram za dużo bądź za mało. Jeśli nie mieszczą się w światowych kanonach urodowych (kto to wymyśla?!) i żeby nie bały się chodzić do szkoły.

Przeczytajcie proszę tekst na profilu: Drużyna B – akcję #jestemwystarczająca zapoczątkowała Natalia Białobrzeska 

Marta Róża

Marta Róża

Cześć i czołem! Jestem Marta Róża. Piszę i robię zdjęcia z serca, mieszkam w Warszawie i cieszę się, że zawitałeś do mojego świetlikowego świata. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce "O mnie".

O mnie

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *